Pierwsza wyprawa
Moja pierwsza wyprawa na ryby oczywiście głęboko zapadła mi w pamięć. Co prawda nie obfitowała w połów "grubych sztuk", jednak pierwsze uczucie napinającej się żyłki, chrobot wędki niezapomniane przeżycia. Szczerze mówiąc nie wiem ile miałem wtedy lat, szacuję, że oscylowałem w granicach 6-7 lat. Na tę pierwszą wyprawę udałem się z wujkiem, kuzynami i bratem - grono było więc dość liczne. Rynek sprzętu wędkarskiego nie był zbyt zadowalający - mieliśmy jedną bambusową wędkę, oraz krótki, ale niezwykle ciężki kij - jak się później okazało wykonany z metalu.
Od tamtej pory nigdy nie spotkałem się z tego typu wędziskiem wykorzystywanym w amatorskich połowach. Żyłki dość stare, na pewno nie wymieniane od kilku lat. Poplątane na szpuli, poprzecierane, po zarzucie "wisiały" na tafli wyglądając jak stara, rozciągnięta sprężyna. Haczyki składowaliśmy w małym pudełeczku, chyba każdy był innej wielkości. Ale nic, nie będę się rozpisywał o sprzęcie, bo ciężko wyrazić słowami czym wtedy dysponowaliśmy. Nikt jednak nie zwracał wtedy na to uwagi, każdy dysponował podobnymi zdobyczami techniki.
Sam proces wędkowania odbywał się na małym, dzikim i chyba nieistniejącym już stawie, na który ochoczo podążaliśmy pieszo. Po przybyciu na miejsce i rozwinięciu naszego niesamowitego sprzętu mogliśmy rozpocząć wędkarską przygodę. Jako, że byłem najmłodszy, przez dobrych kilkadziesiąt minut byłem jedynie obserwatorem - pierwszeństwo mieli starsi. Obserwacje jednak były dla mnie owocne, nie umiałem w końcu łowić, mogłem więc w łatwy sposób zdobyć teoretyczną wiedzę jak posługiwać się sprzętem.
Ale racja, miałem 6-7 lat, nie myślałem o tym czego mogę się nauczyć stojąc z boku. Jedynym moim zmartwieniem było rychłe zdobycie wędziska. Niecierpliwość nie jest mile widzianą cechą wśród wędkarzy, wtedy jednak mocno mi pomogła. Ciągłe marudzenie i ruchliwość (teraz pewnie leczony byłbym na ADHD) zdała egzamin - dopadłem w swe dłonie kij, lżejszy, bambusowy. Wersja metalowa przy próbie zarzutu wylądowałaby z pluskiem w wodzie, to pewne.