Szczupak
Szczupak - mnie również dopadła ta "choroba". Wędkowałem ostatnio nieco więcej używając metody spinningowej. Zainwestowałem w sprzęt , poczytałem trochę porad traktujących o spinningu i ruszyłem w bój. Początkowo zabawa nie kończyła się specjalnymi sukcesami, w ostatnim jednak czasie, po podszkoleniu się trochę w zakresie techniki do mojej siatki wpadały coraz to nowe, większe sztuki. Przyszedł więc czas na poważnego drapieżcę, który zapewniłby mi odpowiednie emocje i przetestował niedawno zakupiony sprzęt.
Dzień był ciepły, pierwszy ciepły od dobrych kilku przynoszące nieustanne niemal opady. Troszkę parny, chyba czeka nas jeszcze deszcz. Ciśnienie powyżej 1000 hpa - to dobry znak. Przyzwoity dzień na połów czegoś bardziej wymagającego - na szczupaka. Wyszukałem odpowiedniego miejsca, gdzie grasować mógł mój wymarzony szczupak i po rozwinięciu sprzętu zacząłem obławiać. Wiedziałem, że muszę rzucać blisko zarośli, w wodę spokojniejszą. Próbowałem różnych metod zarzutu, różnych sposobów ściągania przynęty. Nigdy dotąd nie holowałem szczupaka, nie zdawałem sobie sprawy, jak wielka jest to frajda.
Ale nie ubiegajmy faktów Po ok. 2h obławiania postanowiłem zmienić miejscówkę. Rzucam w końcu bez przerwy od blisko 120 minut, poczułem się zmęczony i nie ukrywam, że nieco zniesmaczony. Gdy miałem już odchodzić, zmieniając przy okazji przynętę, nastawiając się na połów garbusków stało się coś, na co czekałem! Podczas bardzo delikatnego, niemrawego wręcz ściągania zestawu coś mocno szarpnęło moim kijem.
Przez myśl przeszło mi tylko jedno - szczupak! Mój wysiłek został doceniony. Nie spodziewałem się jednak co czeka mnie dalej, a było naprawdę ciężko - moja przyszła zdobycz walczyła do samego końca, miotając się, skacząc nad taflę wody, uciekając w przybrzeżne zarośla. Po kilku minutach walki udało się jednak szczęśliwie wyholować szczupaka, sukces! Drapieżnik liczył sobie blisko 4,5 kg, był to pierwszy i niezwykle udany połów szczupaka, który po pamiątkowym zdjęciu wrócił do swojego naturalnego środowiska.